REKLAMA
Strona główna Dobre Miasto Krawiec na hektarach

Krawiec na hektarach

1
reklama TOP

Czasami nieszczęście procentuje po latach sukcesem. Tak powinna rozpoczynać się ta opowieść o człowieku, który nie załamywał się przeciwnościami, ale potrafił w trudnym okresie życia całkowicie zmienić zawód i jak sam mówi, dobrze na tym wyszedł. Posłuchajmy zatem krótkiej opowieści:

Antoni Bibik urodził się w roku 1927 na nowogrodczyźnie, Jego rodzice mieli duże gospodarstwo, ale syn wybrał naukę zawodu krawieckiego. Chodził do szkoły zawodowej w niedalekim Iwieńcu. Kiedy,wojna przetoczyła się przez tamte strony Antoni Bibik wraz z falą repatriantów przyjechał do kraju. Zatrzymał się w Warszawie i przez krótki okres pracował w Zakładzie Krawieckim Ministerstwa Aprowizacji i Handlu. Jednak już w listopadzie 1946 roku jedzie w Olsztyńskie i osiedla się w Dobrym Mieście. Kończy kurs nowoczesnego kroju i szycia w Krakowie, zdaje egzamin czeladniczy i otwiera własny zakład. Od maja 1952 roku jest już mistrzem w krawiectwie męskim i dalej doskonali się w zawodzie. Ma uczniów, prowadzi zajęcia na różnych kursach, aktywnie działa społecznie. Wybrano go podstarszym cechu i opiekunem młodzieży. Zostaje przewodniczącym komitetu blokowego i współuczestniczy w zakładaniu miejskiej sieci gazowej, elektrycznej, układaniu chodników i naprawianiu nawierzchni u-lic. Jest odznaczany i szanowany, wchodzi w skład prezydium Miejskiej Rady Narodowej. W tych latach żeni się z koleżanką po fachu, mistrzynią w krawiectwie damskim. Razem powiększają zakład. Starają się pracować jak tylko najlepiej potrafią.

Antoni Bibik, dzisiaj rolnik, dawniej wzięty krawiec. Jest przykładem prawidłowości mówiącej, że jeśli ktoś mądrze weźmie się do pracy, to w każdych okolicznościach sobie poradzi.
Antoni Bibik, rolnik, dawniej wzięty krawiec. Jest przykładem prawidłowości mówiącej, że jeśli ktoś mądrze weźmie się do pracy, to w każdych okolicznościach sobie poradzi.

Piękny życiorys dobrego rzemieślnika i działacza społecznego. I wtedy coś zaczyna się psuć. Pod koniec lat sześdziesiątych zaczęto zakład intensywnie kontrolować. Najbardziej aktywna była ekipa z olsztyńskiej Państwowej Izby Handlowej. Gasło po raz kolejny zielone światło dla rzemiosła i wiele zakładów doprowadzono w tym czasie do likwidacji. W stosunku do państwa Iiibików wysunięto niesprawiedliwe i nie udowodnione potem w sądzie zarzuty. Dotyczyły one domniemanych nieprawidłowości w produkcji rękawic roboczych, bo i taką działalność ich zakład wtedy prowadził.

Kontrole przychodziły jedna po drugiej, sprawa w sądzie się ciągnęła i nie było widać końca. Decyzja zmieniająca życie całej rodziny zapadła podczas wypadków grudniowych w Gdańsku. Mówiono wtedy w telewizji o braku żywności, o konieczności pracy w rolnictwie. W jednym z takich momentów Antoni Bibik się zdecydował. Postanowił kupić gospodarstwo.

Odpowiadający mu obiekt znalazł w Głotowie. zaraz za granicą miasta. Gospodarstwo miało powierzchnię 22 ha, budynki były co prawda zniszczone, ale można je było kupić od skarbu państwa i otrzymać na ten cel kredyt. Transakcji dokonano w roku 1971.

Jak to zazwyczaj na nowym, start był trudny. Na początek za cały sprzęt musiały starczyć taczka i widły. To było pod ręką, bo w Dobrym Mieście Bibikowie trzymali czasem świniaczka.

urskus 2Najgorsze przyszło zaraz pierwszego lata. Padały takie deszcze, że na polach pogniły zasiewy i większość plonów przepadła. Dobrze, że pan Antoni zdecydował się nie tylko na uprawę. Zaczął tuczyć gęsi na eksport. Pięćset sztuk pojechało wtedy do RFN i gospodarstwo otrzymało przypływ gotówki. Można było stanąć na nogi, tym bardziej, że w tym samym roku przydzielono Bibikom „Ursusa** C-360.

Gęsi. nawet eksportowe, nie bardzo satysfakcjonowały człowieka, który chciał mieć prawdziwe gospodarstwo. W roku 1976 Antoni Bibik kupił na aukcji 32 jałówki hodowlane. Zamierzał doskonalić się w produkcji mleka i młodego bydła rzeźnego.

krowy

W międzyczasie dwaj synowie państwa Bibików pożenili się i kupili sobie w sąsiedztwie własne gospodarstwa. Rodzina założyła modny w tym czasie zespół uprawowo-ho-dowlany. Dysponowali powierzchnią 80 hektarów, można było rozpoczynać gospodarowanie na dużą skalę. Nikt już się teraz nie podśmiewał z krawca, który poszedł na wieś.

W tym czasie Antoni Bibik ostro zabrał się do nauki nowego zawodu. Skończył półroczny kurs zorganizowany w WSR w Olsztynie, kupował podręczniki, korzystał z fa-
chowej prasy, zbierał wkładkę „ABC” Rolnika z „Naszej Wsi”. I od początku współpracował z WOPR Bęsia, jego gospodarstwo było wdrożeniowe. Pomagał mu mgr inż. KOTERSKI, dr KOT instruował w prawidłowym użytkowaniu łąk i pastwisk.

Zakupione na aukcji jałówki o-kazały się bydłem znakomitym. Rozrodziły się i w niedługim czasie średnia wydajność mleka w oborze Bibików “ wynosiła już ponad 3,5 tys. litra na krowę. Dało to możliwość umożenia w 35 proc. zaciągniętych poprzednio kredytów. Opłaciło się kupić dobre, choć drogie bydło, a potem prawidłowo je utrzymywać, Dzisiaj wyniki są jeszcze lepsze. Przeciętna wydajność około 6 tys. litrów mleka przy 4,35 proc. tłuszczu.

Można było nadal rozwijać gospodarstwo w tym kierunku. W planach pojawiła się nowoczesna obora na 60 krów mlecznych. Istniała już dokumentacja obiektu, a geodeci wytyczyli Jego granice. Cóż, kiedy w 1978 roku bank odmówił kredytu.

I do tej pory krowy stoją w starych budynkach. Jest tam obecnie 70 sztuk bydła z czego 25 sztuk to krowy mleczne. Jeszcze niedawno było ich mniej, bo tylko 15. Nie bardzo opłacało się trzymać więcej, a rolnik musi dzisiaj elastycznie reagować na rynkowe wahania cen.

Bibikom powodzi się nie tylko w hodowli. Mogą się pochwalić również osiągnięciami na polu. W roku ubiegłym zebrali na obszarze 8 ha po 106 kwintali pszenicy z hektara.

Z całego 30 hektarowego zasiewu u-zyskali po 85 kwintali. To są wyniki, które się liczą.

Dzisiaj Antoni Bibik gospodaruje razem z synem Wojtkiem. Mają trzy ciągniki i cały towarzyszący sprzęt. Miewają też kłopoty. Przed dwoma laty nie mogli otrzymać przydziału na kombajn zbożowy. Sprzeciwiał się temu Gminny Związek Rolników Kółek i Organizacji Rolniczych. Jednak dzięki zrozumieniu wicewojewody H. PIOTROWSKIEGO i poparciu naczelnika UMiG w Dobrym Mieście kombajn otrzymali. Nie ma wątpliwości, że przy takiej powierzchni upraw i przy takiej wydajności. wysokowydajny sprzęt jest im potrzebny.

Po upływie tylu lat pasje społe : cznikowskie w panu Antonim nie . wygasły. Jest wiceprzewodniczącym I Miejsko-Gminnego Zarządu Związku Rolników Indywidualnych „Solidarność”, ale przyznaje, że czasu na działalność ma mniej niż wtedy kiedy był krawcem.

Do starego zawodu już nie wróci. A gdyby kiedyś ktoś go zapytał, czy chciałby zostać gospodarzem to by go wyśmiał. Nic przecież nie wskazywało na taki zwrot w karierze. Na co by mu było tyle lat nauki i pracy? Ale dzisiaj jest rolnikiem i to dobrym. Polubił zresztą to zajęcie znane mu dobrze z rodzinnego domu. Może stamtąd wyniósł twardość charakteru, który nie pozwala się łamać przeciwnościom? Potrafił przecież pokonać je i ujarzmić tak. aby zmiana zawodu dała mu korzyści i satysfakcję.

źródło: Wiadomości Dobromiejskie 1989r autor: Andrzej KŁOS

1 KOMENTARZ

  1. W roku 1961 byłem klientem Pana Bibika, szył mi garnitur na studniówkę. Mieszkałem wówczas na stancji w Olsztynie i w przeddzień studniówki przyjechałem po garnitur. Niestety, kamizelka była jeszcze nie uszyta a ubranie w stylu smokingu bez kamizelki nie może być. Pan Bibik widząć moje zdenerwowanie powiedział: „Jedż do Olsztyna i spokojnie przygotowuj się do tego balu”. Zaufałem i pojechałem. W dniu studniówki około godz.14
    do mieszkania na stancji dowieziono ową kamizelkę. Do dziś mile wspominam tego wspaniałego człowieka i rzemieślnika.

Napisz komentarz. Przypominamy o zachowaniu kultury w pisaniu komentarzy. Nikt nie jest anonimowy w internecie. Redakcja zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy bez podania przyczyny, zwłaszcza obraźliwych.

Dodaj swój komentarz.
Proszę podać swoje imię tutaj